21 lutego 2014

Artur Klinau „Mińsk. Przewodnik po Mieście Słońca”

Chyba wszystkie dzieci na wszystkich osiedlach świata wymyślają historyjki o postaciach, których należy się bać. W Dęblinie po Wiślanej jeździła czarna limuzyna z facetem, któremu sterczały z kapelusza druty. W Mińsku, w parku Czeluskińców była to banda, która zabijała dziewczynki i przerabiała je na bułki z mięsnym farszem.

Poza tym istnieją takie obrazy, które człowieka zawsze dotykają i jednym z nich jest pies tęskniący za swoim zmarłym właścicielem. Mały Artur Klinau przejął się pewnym filmem, w którym pies po pogrzebie swego pana wraca do domu, „ale domu już nie ma. Drzwi są zamknięte i nikt ich nie otworzy”. Ten pies mógł wyglądać mniej więcej tak:


(Dzisiaj zrobiłabym to zdjęcie zupełnie inaczej, ale wstawiłam je tutaj, bo jest jakoś dla mnie ważne, do dziś mam przed oczami smutek tego psa.)

Niezależnie od miejsca, a pewnie i czasu, dzieci bawią się podobnie, a dorośli podobnie się wzruszają. Podobnie, ale nie tak samo, bo czasem ktoś wmawia im od początku coś, co nie jest prawdą. Na przykład że żyją w najlepszym kraju, zagrożonym siłami z zewnątrz, ale broniącym się dzielnie przed wrogiem. A jeszcze dokładniej w idealnym mieście, obdarzonym doskonałą cechą – amnezją poprzednich lat. Wszystko, co dzieje się w Mieście Słońca, może w jednej chwili zostać zmiecione i zasypane inną wizją, lepszą historią.

Dzięki książce Klinaua dowiedziałam się, że dawniej Mińsk i Wilno były do siebie podobne, że projektowali je ci sami architekci. Mińsk pod warstwą bezczasu, braku historii i błyskawicznych zmian, kryje straszne tajemnice, ale i piękno dawnych budynków. Jest takim astmatycznym miastem, nic nie wolno mu powiedzieć (czy można bardziej skrzywdzić miasto niż tak, żeby nic nie pamiętało?). Wyparcie daje spokój, burzony tylko czasem, np. gdy dzieci bawią się znalezionymi w wykopie czaszkami.

Przewodnik… jest w dużej mierze wspomnieniem z dzieciństwa. Wrażenie to potęguje brzmienie tytułu w oryginale: Małaja (…) kniżka (…). Ale dzieci nie znają pojęcia zagubionej tożsamości, paranoi wojny, nacjonalizmu czy utopii. Znają za to bardzo dobrze marzenia. Niektóre z nich przeniesione w dorosłość na pewno stałyby się niebezpieczne.

Powiedzmy, że jest Przewodnik… „wspomnieniem z dzieciństwa dla dorosłych”. Tak bardzo ambiwalentnym w odczuciach czytelnika. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz