10 listopada 2017

Głód

To bardzo niewygodna książka. Udowadnia, że można spokojnie żyć nie myśląc o ludziach, którzy codziennie umierają z głodu. Autor oskarża. Nie tylko innych ludzi mających co jeść, ale też samego siebie. Mam z tą książką problem. Z jednej strony dowiedziałam się bardzo wiele o mechanizmach, jakie napędzają głód na świecie, poznałam dużo wzruszających historii mieszkańców dalekich krajów, ale oprócz współczucia i bezradności poczułam też złość na autora.

Tak, poczułam się oceniana. Owszem, mam dach nad głową, jest mi ciepło, mam co jeść, ale czy to jest powód, żeby przez cały czas trawiło mnie poczucie winy, że gdzieś na świecie istnieje cierpienie?

Wybrałam zawód pomocowy i pomaganiem ludziom zajmuję się od wielu lat, wcześniej na wolontariatach, teraz w pracy. Z cierpieniem i problemami obcuję na co dzień. Czy to się nie liczy? Albo liczy mniej?

Gdybym uważała, że mogę pomóc wszystkim, którzy będą tego potrzebowali - zwariowałabym. Gdybym nie żyła jak człowiek, nie mogłabym pomagać innym. Nie mogłabym tego robić również wtedy, gdybym nie miała swojego życia, przyjemności, zainteresowań. Wypalenie powoduje, że stajemy się obojętni i bezużyteczni.

Martin Caparros czytając te słowa pewnie uśmiechnąłby się ironicznie. Nie dziwię się. Gdybym była tak mocno zaangażowana w sprawę walki z głodem jak on i zobaczyła to wszystko, pewnie też bym tak zareagowała.

Ale trochę bliższa była mi narracja Tochmana, który w "Eli, Eli" zastanawiał się nad etyką zawodu dziennikarza, nad bieda-turystyką, odpowiedzialnością człowieka, który widzi cierpienie, za to, że nic w tej sprawie nie robi - nie może zrobić. Narracja wstrząsająca, ale zarazem bardziej ... ostrożna? Pokorna? 

A może "Głód" Caparrosa miał wywołać taką złość?

6 listopada 2017

Kopernika 23

Jestem w szpitalu na Kopernika, kiedyś dużo czasu spedzała tutaj Haśka. Rozmawiał ze mną przejęty stażysta o drżących dłoniach, a pani w zabiegowym przed pobraniem mi krwi nalała sobie do kubka ciemnoczerwonego syropu do rozcieńczenia. Mam ładny widok z okna - na wpół nagie drzewa i stare budynki. Obok mnie pojękuje kobieta w średnim wieku, prawdopodobnie ma raka, czeka na wynik tomografii. Godzina trwa tutaj trzy razy dłużej niż normalnie.

7 października 2017

Własny pokój

Droga Virginio,

Nie interesowałam się nigdy angielską literaturą ani nigdy nie ciągnęło mnie w tamte strony. "Własny pokój" przeczytałam dlatego, że zaproponowano go jako lekturę na dyskusyjny klub czytelniczy. Ostatecznie moje plany się zmieniły i nie wybrałam się na to spotkanie, ale mimo tego, cieszę się, że mogłam przeczytać Twój wykład na temat kobiet i ich związku z literaturą.

Mam kilka uwag, którymi chciałabym się z Tobą podzielić.

Przed niemal wiekiem przewidywałaś, że kobiety będą pracowały w różnych zawodach i że będzie to miało katastrofalne skutki: "Kto wie, czy pozbawione ochrony, poddane męskim zatrudnieniom, zamienione w żołnierzy i palaczy parowozów kobiety nie zaczną umierać jeszcze młodziej i szybciej niż mężczyźni, stając się zjawiskiem tak rzadkim i niezwykłym, że aż zasługującym na specjalną uwagę...". Muszę Cię uspokoić. Kobiety rzeczywiście wykonują różne zajęcia, ale ich średnia długość życia jest dłuższa niż mężczyzn. Bardzo często można spotkać wdowę w podeszłym wieku, np. moja babcia ma 86 lat i jest wdową od 28.

Następnie podjęłaś temat różnic pomiędzy sposobem pisania (i czytania) książek przez obydwie płcie: "Książka musi być w jakiś sposób dostosowana do cielesności, (...) książki kobiet powinny być krótsze i bardziej skoncentrowane, aby ich lektura nie wymagała długotrwałego skupienia. A to dlatego, że rozpraszających uwagę dystrakcji nigdy nam nie zabraknie. Ponadto (...) mózg kobiety działa nieco inaczej niż mózg mężczyzny". Z ostatnim zdaniem mogę się w pewnym stopniu zgodzić, jednak odmienność mózgu kobiecego i męskiego nie ma żadnego związku ze sposobem, w jaki tworzy się literaturę. Także długość i obszerność książek jest sprawą indywidualną. Sama wiesz, że istnieją krótkie arcydzieła i pozbawione większej artystycznej wartości sagi. Są także grube i bardzo dobre książki. Pisane zarówno przez mężczyzn, jak i przez kobiety. Kiedyś kobiety pisały tylko w ukryciu i robiąc jednocześnie inne rzeczy, dziś wygląda to trochę inaczej.

Zwróciłaś uwagę na idealizowanie kobiety w dawnych czasach, co nie miało przełożenia na traktowanie jej w prawdziwym życiu: "W literaturze wypowiada wiele najbardziej natchnionych strof i najgłębszych myśli, w rzeczywistym życiu rzadko potrafi czytać i pisać, i stanowi własność męża". Dzisiaj, przynajmniej w naszym kręgu kulturowym (czytam teraz o Indiach i jestem przerażona tym, jak się tam traktuje kobiety), idealizacja zdarza się już tylko raczej w okresie zakochania. Zaś dyskryminacja kobiet w dalszym ciągu utrzymuje się na poziomie zatrudnienia, szczególnie matek, i wysokości pensji. I o to walczą współczesne aktywistki.

W swoim eseju wyraziłaś radość z powodu różnorodności płci: "Byłoby niepowetowaną stratą, gdyby kobiety zaczęły pisać jak mężczyźni, żyć jak mężczyźni lub wyglądać jak mężczyźni, bo jeżeli z ogromem i różnorodnością świata dwie płcie nie mogą sobie poradzić, to co byśmy robili, gdyby została nam tylko jedna?". Myślę, Virginio, że takie ujednolicenie nam nie grozi. Nawet jeśli przemiany kulturowe skłaniają obie płcie do swobody modowej, zawodowej itd.

Spodobała mi się Twoja prośba skierowana do kobiet, odnośnie korzystania z życia: "chcę Was prosić, abyście pisały książki najrozmaitsze, nie cofając się przed żadnym tematem, od najbardziej banalnych po najambitniejsze. Starajcie się, skąd się tylko da, zdobyć pieniądze, które pozwolą Wam podróżować i próżnować, rozmyślać o przeszłości i przyszłości świata, czytać książki i snuć marzenia, wałęsać się i przystawać na rogach ulic - zapuszczając przez cały czas wędkę myśli w najgłębszy nurt życia". Za dwa dni wyjadę do Wiednia, żeby podziwiać zabytki i odpoczywać, dlatego doskonale rozumiem, o czym pisałaś.

I jeszcze Twoja główna teza - nie można być pisarką bez odpowiednich środków finansowych i własnego pokoju - z którą się jak najbardziej zgadzam. Dobrze by było móc z Tobą podyskutować.

Olka