25 stycznia 2014

Psychodrama Olki

Psychodrama to bardzo ciekawa rzecz. Najpierw wydaje się dziwaczna i żenująca, a potem nagle człowiek uświadamia sobie, że naprawdę działa i zmusza do przemyśleń. W skrócie można powiedzieć, że to „rozmowy” z ludźmi, którym na żywo nie możemy pewnych rzeczy powiedzieć, wcielanie się w te osoby i mówienie tego, co my sami chcielibyśmy od nich usłyszeć. Są to także zabawy, niby niewinne, a w rzeczywistości projekcyjne, na które, nie ma siły, złapie się nawet psycholog.

Pierwszego dnia chciałam uciekać. 
Drugiego zdecydowałam, że chcę. 
Trzeciego stwierdziłam, że nie znalazłam się tam przypadkiem. Nie dość, że mam szansę spróbować czegoś zupełnie różnego niż terapia indywidualna, to jeszcze pozwoli mi wyleczyć się ze strachu przed publicznymi wystąpieniami. Tam występuje się cały czas.

Żeby zobrazować, co się mniej więcej dzieje i będzie działo w mojej głowie podczas 240 godzin psychodramy, przywołam scenę z filmu "Niemożliwe" o tsunami w 2004 roku. Jest już po wszystkim, Naomi Watts jako Maria leży w szpitalu i nagle zaczyna wymiotować wszystkimi brudami, jakie połknęła w czasie, kiedy próbowała się ratować. Tutaj też zwraca się brudy. No cóż, nie ma co udawać, że tsunami nie było.

Dla moich przyszłych pacjentów. Ale też dla siebie. Będzie ciekawie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz