
42 lata temu przestało bić serce Haśki. Zawsze ją lubiłam. Nie przeszkadzała mi monotematyczność jej poezji, nie drażnił sentymentalny ton. Miłość, złoto, serce – te słowa w jej wykonaniu nigdy nie brzmiały mi tandetnie. Myślę, że przez swoją chorobę widziała dużo, w swojej kruchości była prawdziwa. Nie wstydziła się pisać o lękach, a jednocześnie potrafiła zachwycić się słabym ciałem, uznawała je za coś pięknego i niezwykłego. Lubiła życie, chociaż większość czasu spędziła w szpitalach i sanatoriach, a w wieku 21 lat została wdową.
Fascynowała się czasem. Pisała o nim:
[…] czas –
jest przezroczystą perłą
wypełnioną oddechem
(*** „żyje się tylko chwilę…”)
albo
[…] czas
przyczajony poza mną do skoku
trzyma w wąsach źdźbło
dzisiejszy dzień
(*** „w jadowitym brzęku…”)
O sercu, które było jej „władcą absolutnym”, potrafiła pisać z czułością i subtelną ironią:
***
delikatnie niosę moje serce
jak obciętą głowę świętego Jana
ziemia tańczy pode mną
moje serce jest amebą
wydłużającą się bez końca
żyjątkiem
ten świat należy do niego
łóżko obraz cztery kąty
moje serce lubi geometrię
i harmonię
ostrożnie je niosę
jak obciętą
głowę świętego
W Ameryce, dokąd pojechała na pierwszą operację serca w 1958 roku i została potem na studia, przyjaźniła się z ludźmi z całego świata. Rozumiała ich tęsknotę za domem i starała się im pomagać. W liście do matki z 14.06.1961r. pisała:
[…] Zaprosiłam Yasuko do Polski. Na dwa miesiące. Właśnie napisałam do ambasady, żeby jej dali wizę i zwolnili z opłat i wymiany dolarów. Napisałam, że będzie na moim utrzymaniu. Pod koniec lata odesłałoby się ją do Osaki. Yasuko strasznie tu nieszczęśliwa. Nie widziała Japonii pięć lat – a jeszcze ma rok do skończenia Smith. Powiedziałam jej, żeby zrezygnowała z kończenia i jechała ze mną – najpierw do Polski – potem do domu. Uniwersytet może kończyć w Osace, a przynajmniej nie będzie chciała wieszać się każdej nocy. Nie wiesz, jak źle być z daleka od domu. Yasuko mówi po angielsku, francusku, grecku i japońsku… po polsku – nie mówi, ale pewnie się nauczy… […] Chyba Yasuko będzie szczęśliwa – skośne oczka jej się świeciły, kiedy ją zapraszałam i od razu chce przyjechać. No widzisz – to będziesz miała dwie – chociaż Ci pewnie tyle nie potrzeba.
Śmierć, obok miłości, kobiecości i czasu, była częstym tematem poezji Poświatowskiej. To jeden z moich ulubionych wierszy (pochodzi z pierwszego tomiku pt. „Hymn bałwochwalczy”):
Tańcząca Nina
dlaczego umarła Nina
na strychu pośród mokrych prześcieradeł
okręciła szyję
sznurkiem od bielizny
jeszcze patrzyła przez niewielkie okno
gdy przyszła śmierć
fioletowa - złota
złota - fioletowa jak samotność
umarła Nina
nie żyje
nietoperz przysiadł na włosach
w puste oczy zagląda - myśli
człowiek - myśli
a to Nina umarła
na sznurku od bielizny zawisła
kiedy biodrem jedwab potrąca
patrzą na nią i ściskają pięści
mężczyźni o chmurnych mięśniach
o twarzach jak negatyw słońca
które światłem rozbłyśnie
zalśni
na wysokich obcasach wspięta
w powietrzu na palcach
idzie i trzyma w rękach
jakiś śpiew jakiś wiatr
na palcach wspięta
tańczy
piersi
każda osobno
głębiej
wycięty trójkąt serca
kręte drogi krwi
odpływa
przypływa
wygina szyję
biodra
rozkołysane senne
biodra
wstające wiecznie
i wiecznie
zasypiające
w tym samym ruchu
brzuch
opowieść o brzuchu
uniesiona ciemna
głos
głos który wabi
głos który odpycha
głos który mięśnie napręża
opowiada o smagłej powierzchni ciała
o nagłych przegięciach skrętach
zdławiony milionem pocałunków
łkający zwierzęcy
głos
usta wypukłe
sukienka wzdęta
ręce zaciśnięte
usta otwarte - ręce
i stopy stopy - właśnie
jak duszny wąski sen
tańczy Nina na sznurku
na zwykłym
nie żyje Nina i czemu
taką piękną ma szyję
takie nogi jak słowa refrenu
je t'aime