7 kwietnia 2026

Gwóźdź

Budzisz się, a za oknem świeci ostre słońce. Czujesz ulgę, że skończyła się zima. Dobrze zaczynasz dzień, zapach kawy jest bardzo przyjemny. Ale poranne słońce często oznacza delikatne ukłucia nad okiem. Jest takie miejsce nad prawym okiem, po lewej stronie, bliżej kącika, pomiędzy powieką a brwią. Dopóki kłuje lekko, starasz się to ignorować. Dzień toczy się dalej, ból staje się mocniejszy, ale wciąż przerywany. Jakby ktoś wbijał szpilkę i wyciągał - wtedy jeszcze da się funkcjonować. Prawe oko wprawdzie jest już większe i powoli zaczynają cię drażnić światła i zapachy, ale jeszcze dajesz radę. Po południu przychodzi moment, w którym szpilka zmienia się w gwoździa. Nie ma już przerw w bólu, który jest ostry, przeszywa oko i czaszkę, promieniuje na czoło i nos. Chce ci się rzygać. Nie możesz patrzeć przed siebie, tylko w dół. Masz ochotę wydłubać sobie oko, żeby tylko to się skończyło. Marzysz o przyłożeniu lodu do głowy w ciemnym pokoju. Ale jesteś przecież w pracy, musisz skupić się na innych osobach. Rozmawiasz z kimś, patrzysz mu w oczy, słuchasz o jego ważnych sprawach. Czekasz do przerwy między sesjami. Bierzesz tabletkę, która - masz nadzieję - pozwoli ci przetrwać. Skutkiem ubocznym jest senność, mdłości, ucisk w szyi i ramionach. To mocny lek, ale najważniejsze, że prawie zawsze pomaga. Po jakiejś godzinie lub dwóch gwóźdź opuszcza oko. I tak np. 15 razy w miesiącu. To właśnie migrena. 

1 kwietnia 2026

Rajska 1


Przez całe lata nie chodziłam do biblioteki. Być może dlatego, że kompulsywnie kupuję książki. Im bardziej J. podkreśla, że nie ma już na nie miejsca, tym większą mam ochotę to robić (jak dziecko, które czyta pod kołdrą w czasie, gdy powinno już spać i myśli, że robi rodzicom na przekór).
 
Ostatnio pisząc artykuły, potrzebuję zajrzeć do różnych książek, poszukać w nich inspiracji i dlatego bywam w dużej bibliotece na starym mieście. Przypomniało mi się, jaka atmosfera panuje w takich miejscach. Jest cicho, trochę jakby świat zamarł. Słychać echa głosów na klatce schodowej i delikatny pomruk tramwajów. Panie są bardzo poważne, tak poważne, jak potrafią być tylko bibliotekarki w średnim wieku. Pachnie starym papierem. Czasem mija się jakąś osobę o dociekliwym spojrzeniu albo pogrążoną w myślach.
 
A czytelnia to już wyższy stopień wtajemniczenia! 
 
Nieprzyjemny jest tylko pierwszy moment, kiedy zdaję sobie sprawę, przez ile rąk przeszły te egzemplarze. Ale po chwili godzę się z tym. Tak jak z faktem, że coraz częściej jestem "psycholożką" zamiast "psychologiem". Niech będzie, poddaję się temu.  

26 marca 2026

Tęsknię, babciu

chcę znów mieć dziesięć lat
być obudzona przez ciebie za wcześnie
w upalny dzień wakacji
chcę mieć dwadzieścia lat i usłyszeć w nocy
- idź już spać, kto siedzi o tej porze -
 
chcę zamknąć oczy i zobaczyć tamten dom
dorastać powoli
w dobry sposób
studiować mechanikę i budowę marzeń 

24 marca 2026

Przewroty

Czasem superwizja wymaga ode mnie pomyślenia o kimś w zupełnie inny sposób. Niby nic nadzwyczajnego, ale tylko pozornie. Te przewroty umysłowe przypominają mi próbę odkodowania nieznanego pisma albo zrozumienia nieodkrytej kultury. Czy miejsca we wszechświecie, gdzie załamują się znane prawa fizyki. To tak, jakbym miała uwierzyć, że słońce jednak obraca się wokół ziemi. Najpierw pojawia się bunt i złość, a potem rozlewa się we mnie jakiś rodzaj ciepła i ulgi.

To, jak inaczej ktoś myśli, fascynuje mnie od bardzo dawna. Jak również to, co może wyjść ze wspólnych rozważań.

Najbardziej przejmujące fragmenty mojej pracy są wtedy, kiedy myślę: "byłam w podobnym miejscu, wiem, jak to jest". 

Lubię wierzyć, że druga osoba będzie chciała sobie pomóc. I towarzyszyć jej w dojrzewaniu.

23 marca 2026

Nieznajomy w komunikacji miejskiej

wspominam ten niezręczny moment
gdy przez ramię zaglądałeś mi do książki
o wyprawach kobiet w Himalaje
 
co czuły, gdy spadały z lodowych wierzchołków
gdzie przyjemność i zimno
mieszają się z końcem
 
czy zastanawiałeś się nad tym razem ze mną
nie chciałam cię wypłoszyć
udawałam, że nie widzę jak czytasz i oglądasz zdjęcia
a słońce przez szybę ogrzewa policzek

1 lutego 2026

Pamięć

pożyczysz mi książkę na wieczne nieoddanie?
obiecuję, nie będę czytać przy jedzeniu
a podkreślać tylko ołówkiem, nigdy długopisem
 
mam w sobie obszary aktywne sejsmicznie
potrzebuję wyciszenia, które daje papier
 
moje uszkodzone przez traumy hipokampy
będą pamiętać twoją twarz do końca 

29 stycznia 2026

Jesień

podobno przed śmiercią się poprawia
pojawia się lekki uśmiech
trochę kolorów zapowiadających ciszę
 
na gołych gałęziach
krople ulgi
 
tylko grzybnia pod ziemią
nie daje za wygraną 

25 stycznia 2026

Wyparcie

przez chwilę była wiosna
nikt nie miał depresji
nikt nie miał ciężkiego dzieciństwa
stanów lękowych
nikt niczego nie odkładał na później
 
na drzewach kwitły magnolie
niektóre miały brązowe plamy
ale nawet to nie niszczyło obrazu tej chwili
 
myślałam jak zachować go w pamięci jak najdłużej
przed kolejnym skurczem żołądka
wstrzymaniem oddechu
 
chyba ćwiczyłam życie
jak przełknąć te uczucia
i nie zwymiotować
 
magnolia była naprawdę piękna 

20 stycznia 2026

Kolczyki z wiśni

w lipcową, upalną niedzielę ulice Krakowa są puste
przynajmniej na Prądniku Czerwonym
kłębiące się w oddali chmury przepowiadają burzę
 
wspominam lato u babci
 
kolano zdarte po upadku na betonie i zrobiony przez nią opatrunek
okręciła mi bandażem całą nogę, chociaż nie było takiej konieczności
pamiętam kolczyki z wiśni
i bluzkę zawijaną pod biustem, udając że coś tam jest
pamiętam zapach kopru, czekoladki Delfina
wypieki z piachu i błota, świat na niby
psy, które uciekały z podwórka przedostając się pod bramą
ich cenną wolność i nieodzowność powrotu z podkulonym ogonem
zabawy w dom i życie, zabawy w problemy i oswajanie śmierci
myjąc kamienie wkopane w ziemię i udając, że to groby bliskich
 
wspominam to, co dobre, czując wdzięczność i ból
odkrywam potrzebę zabawy i beztroski
czystej radości
którą można zbierać jak okruchy po ulubionym cieście