1 kwietnia 2026

Rajska 1


Przez całe lata nie chodziłam do biblioteki. Być może dlatego, że kompulsywnie kupuję książki. Im bardziej J. podkreśla, że nie ma już na nie miejsca, tym większą mam ochotę to robić (jak dziecko, które czyta pod kołdrą w czasie, gdy powinno już spać i myśli, że robi rodzicom na przekór).
 
Ostatnio pisząc artykuły, potrzebuję zajrzeć do różnych książek, poszukać w nich inspiracji i dlatego bywam w dużej bibliotece na starym mieście. Przypomniało mi się, jaka atmosfera panuje w takich miejscach. Jest cicho, trochę jakby świat zamarł. Słychać echa głosów na klatce schodowej i delikatny pomruk tramwajów. Panie są bardzo poważne, tak poważne, jak potrafią być tylko bibliotekarki w średnim wieku. Pachnie starym papierem. Czasem mija się jakąś osobę o dociekliwym spojrzeniu albo pogrążoną w myślach.
 
A czytelnia to już wyższy stopień wtajemniczenia! 
 
Nieprzyjemny jest tylko pierwszy moment, kiedy zdaję sobie sprawę, przez ile rąk przeszły te egzemplarze. Ale po chwili godzę się z tym. Tak jak z faktem, że coraz częściej jestem "psycholożką" zamiast "psychologiem". Niech będzie, poddaję się temu.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz