29 lipca 2026

Midsommar

Od lat unikałam horrorów, bo ich oglądanie zwykle kończyło się strachem przed pójściem w nocy do łazienki i spojrzeniem w lustro - może czai się tam zło? Jednocześnie ciekawią mnie wariacje na temat różnych gatunków (podobnie miałam z filmem "Strefa interesów" - też był inny i długo się zbierałam, żeby go obejrzeć, bo przeczuwałam ciężar). Reżysera "Midsommar", Ariego Astera kojarzyłam z jednego filmu - "Bo się boi", ale już to wystarczyło, żeby spodziewać się czegoś ryjącego banię. Horror, którego akcja toczy się w dzień, a ludzie ubrani są w białe stroje i wianki, niech będzie. Efektem był niepokój, obrzydzenie i zainteresowanie zwyczajami, które zostały tam ukazane. 
 
Przypomniałam sobie, że Y. słuchała kiedyś folk metalu i pomyślałam, że motywy ludowe są niesamowicie nośne. Może nawet byłaby z tego ciekawa praca naukowa z etnologii - motywy ludowe i ich przekształcenia we współczesnym kinie. Jeśli chodzi o folklor obserwuję dwie tendencje - albo sielankowość na kubeczkach i chustkach albo mrok - odwołania do demonów, bolesnych obrzędów przejścia. Pewnie literatura też ma na ten temat wiele do powiedzenia, ale nie znam się na tym, bo nigdy nie czytałam fantastyki. 
 
Za to wyszła książka, jak naprawdę wyglądały baśnie, zanim zostały ugrzecznione i mam ochotę ją kupić. 
 
Może im bardziej pozwalam sobie na istnienie cienia, tym więcej wpuszczam słońca?

25 lipca 2026

Nie wszystko można zawetować

Mogłam się spodziewać tej decyzji. Ale czekałam, łudząc się, że może obudzę się w innej rzeczywistości. Jednak obudziłam się w tej, co zwykle - ustawy nie będzie. 
 
Zalała mnie wściekłość zmieszana z bezradnością. 
 
Po czasie pobudza to też do refleksji - czym jest dla mnie miłość. Podkreślę, że po 14 latach. No to jedziemy. 
 
Miłość jest wtedy, gdy: 
 
- mam potrzebę przytulić J. codziennie przed snem, a obok nas moszczą się koty
- rano robi mi kawę z taką ilością cukru, że jest w sam raz (ja zawsze sypię za mało) 
- mogę przy niej założyć absolutnie każde ubranie i nie wstydzę się 
- patrzy na mnie tak jak kiedyś 
- nadal lubimy się razem śmiać 
- uwielbiam jej piegi na rękach, zapach i głos 
- uczymy się przerywać nasze wojny i wracać mimo lęku przed zranieniem  
- znosi moje pomysły, gadanie o podróżach i zgadza się na wiele z nich 
- jesteśmy najbliżej jak się da, mogę przy niej odlecieć 
- pyta mnie o ortografię albo mogę jej powiedzieć coś, czego nie wie (to nie takie częste!) 
- przypominam sobie jak całowała moje blizny na plecach, a ja płakałam po cichu, że je akceptuje
- pokazuje mi Rzeszów i ze szczegółami opowiada, które miejsca są związane z jej przeszłością 
- idąc wymiotować, informuje mnie o tym, żebym mogła założyć słuchawki, bo wie, że nie mogę znieść tego dźwięku 
- podaje mi leki, robi miętę i przychodzi zapytać jak tam, kiedy źle się czuję 
- po tym, jak idzie gdzieś sama, mówi, że szkoda, że mnie tam nie było
- zerka z czułością, kiedy ponosi mnie na koncercie (poszła ze mną na koncert Comy i nawet jej się podobało oraz pojedzie do Łodzi na drugi, wow) 
- udaje, że nie interesują jej seriale, które oglądam, ale podsłuchuje z drugiego pokoju i jest na bieżąco 
- towarzyszymy sobie, kiedy któraś z nas jest w czarnej dupie 
- boję się, że ona umrze pierwsza i będę musiała być na tym świecie bez niej. 

24 lipca 2026

Urywki

Mam jakieś 21 lat, jesteśmy z A. i S. w restauracji żydowskiej na Starym Mieście w Lublinie, stać nas tylko na macę, ale i tak jest cudownie. Rozmawiamy o tym, że może pójdę na etnologię. Zbędny kierunek bez perspektyw na pracę, ale za to jaki ciekawy! 
 
Jesteśmy na zebraniu ludzi zainteresowanych wolontariatem w Afryce. Nie pamiętam czy było to przed wolontariatem w hospicjum czy w przerwie pomiędzy śmiercią Marcina a zaopiekowaniem się Czarkiem. Jest mowa o tym, że trzeba nauczyć się suahili, wyjazdy na kilka miesięcy, środowisko kościelno-edukacyjne. Hmm... zbyt odjechane? Dobrze, to jednak szpital dziecięcy. Pamiętam dziewczynkę z rozbitą głową, która powiedziała: "Uff dobrze, że nie jest pani psychologiem, bo nie lubię psychologów". Nie byłam, ja wtedy tylko studiowałam. 
 
Jadę autobusem na miasteczko akademickie (psychologia była przy Placu Litewskim, więc na miasteczku rzadziej się bywało). Słuchawki w uszach, leci Rihanna - We Found Love. Cieszy mnie po prostu zdobywanie wiedzy. Na etnologii niewielu było specjalistów w tej dziedzinie, bo był to nowo utworzony kierunek, więc trochę bardziej przypomniał kulturoznawstwo. A tam najbardziej pociągał mnie film. 
 
Przy okazji przeżywam różne dramaty, większe lub mniejsze. Zakochania, od których puchnie głowa, powroty do Dęblina z nadzieją, że może coś się zmieni. Zbyt duże ilości alkoholu i odreagowania, imprezy - aby taniej. Siano w głowie, jakieś niebezpieczne sytuacje, chęć zbawiania świata, zbyt ostra waleczność. Emocje, dużo emocji. 
 
Teraz, kiedy przychodzi pani X (tak, w tym wieku jest się już panią) czasem przypominam sobie siebie z tamtych lat. Rozsądek zaślepiony pomysłami, burzą mózgów, ale też mroczne zakamarki - nienawiść do siebie, chęć zniknięcia, ból. Tak trudno się teraz słucha, że ktoś nienawidzi swojego ciała. 
 
Próbuję przekazać jej, że da się przez to przejść. Przez ten przedsionek dorosłości, spróchniały próg rozumu. Ja też wtedy chodziłam do Anny. Ciekawe jak się czuła Anna mając 21 lat.