22 sierpnia 2026

Starość i serce. Stare serce

Przy osobach starszych i niepełnosprawnych włącza mi się tryb zabawiacza i tak było także tym razem w domu pomocy społecznej, w odwiedzinach u pani T. Jest ona osobą sprawną intelektualnie, ale ma kłopoty z poruszaniem się po udarze. Kiedyś była moją podopieczną w dziennym ośrodku, gdzie pracowałam jako psycholog. Nie miałam wtedy problemu, żeby gadać głupoty po to, by seniorzy się uśmiechnęli, śpiewać (zdrowi ludzie by mojego śpiewu nie wytrzymali!), przebierać się w dziwne stroje, tańczyć z tymi, którzy byli w stanie itd. 
 
Dziś w DPS-ie mijało nas kilka osób niewerbalnych, reszta osób w jeszcze gorszym stanie, leżąca w swoich pokojach. Przygarbiona staruszka o wielkich, jasnych oczach podchodziła do nas, za którymś razem odpowiedziała mi na dzień dobry i odwzajemniła uśmiech, polubiłam ją. Miałam serce do takich ludzi. Chętnie też zagadują do mnie osoby starsze, które spotykam w różnych miejscach, w autobusach czy tak jak ostatnio - na oddziale kardiologii. 
 
- Pani taka młoda i tutaj? Co się dzieje z tymi młodymi? - dziwiły się dwie starsze panie w miejscu pobytu osób na hospitalizacji jednodniowej. Odpowiedziałam, że młodzi też czasem chorują i wdałam się w miłą pogawędkę. Jedna z nich opowiedziała, jak po zawałach i z rozrusznikiem serca ochoczo kosi trawę koło swojego domu. I że dawali jej mniej lat życia, a wciąż żyje. Pochwaliłam ją za wytrwałość, koszenie trawy i za to, że oszukała lekarzy. 
 
Test pochyleniowy był sporym wyzwaniem. Pielęgniarka, która była siłą spokoju i przy której czułam się bezpiecznie, wytłumaczyła mi, na czym polega badanie i cały czas była obok, patrzyła na mnie i sprawdzała parametry. Miałam się nie odzywać, nie walczyć z tym, ona będzie wiedziała, kiedy poczuję się gorzej. Leżąc, a w zasadzie stojąc na stole, przypięta pasami i podpięta do sprzętów, dostałam nitroglicerynę w spreju do ust i tak jak zakładało badanie - zemdlałam. Chwilę przedtem miałam wrażenie, że nie mogę oddychać, spociłam się, zrobiło mi się niedobrze i ciemno przed oczami. Chyba pojękiwałam, ostatnie co pamiętam to słowo pielęgniarki: "Spokojnie". Tętno i ciśnienie spadły. Wtedy straciłam przytomność. 
 
Dostałam diagnozę omdleń wazowagalnych i wskazówki, jak sobie radzić z tą przypadłością. Następnie, po tym jak doszłam do siebie, miałam próbę wysiłkową przy mojej profesjonalnej pani doktor i innej, porządnie wytatuowanej, charakternej pielęgniarce. Lekarka skomentowała wynik, że gdybym miała 70 lat to podejrzewałaby chorobę wieńcową, ale ponieważ mam 36 to da skierowanie do poradni kardiologicznej i zaleca dalszą obserwację. 
 
A mówiłam kiedyś, że mam starą duszę. Może w takim razie mam też stare serce? 
 
Po powrocie ze szpitala wzięłam leki na migrenę (nitrogliceryna rozszerza naczynia plus dołożyło mi światło z sufitu). Poleżałam parę godzin z kocim towarzystwem. Wieczorem wstałam i zatańczyłam. Bo taniec jest dobry na wszystko - kardiolożka się zgadza!

21 sierpnia 2026

Policzalne i niepoliczalne

Jesteśmy z J w związku od 14 lat. Od 11 mamy koty, a od 10 mieszkamy w maleńkim mieszkaniu na kredyt, które panowie z Ikei nazwali kiedyś suszarnią. 
 
W naszej suszarni jest sporo książek, magnesów z podróży, wszędzie jest sierść kotów i wydrapane przez nie dziury na boku łóżka, fotelu i sofie. 
 
Jest też dużo kolorów na obrazach, półkach i w szafie. Kolory to moja przyjemność, ulga i broń przed melancholią świata, mój bunt wobec szarości.

15 sierpnia 2026

Imieniny babci

Dziś wspominam imieniny babci. 15 sierpnia - wakacje, więc wtedy najczęściej przebywałam w Lubartowie. Lubiłam ten dzień. Dziadek mówił wtedy do niej Maniu. Były dobre ciasta i przychodziły różne starsze panie, których narzekań chętnie słuchałam. 
 
Jedna z nich, pani R. miała ogromny biust w niedobranym staniku (wypływał górą), włosy jakby piorun strzelił i mówiła w taki sposób, że bardzo starałam się nie roześmiać. Pani R. czasem przyprowadzała swoją wnuczkę, którą wychowywała, bo córka wyjechała do pracy za granicę. Dziewczynka była bardzo ładnie ubrana, w białe rajstopy, lakierki. A ja z siostrą cioteczną uwielbiałyśmy błoto, piach i zwierzęta, więc trochę trudno było się razem bawić. Ale na pewno znajdowałyśmy jakiś sposób.
 
Babci, im była starsza, tym bardziej przeszkadzało, gdy ktoś zakłócał jej serialowy rytm. Nie mogła przepuścić żadnego odcinka. Oglądałam z nią "Modę na sukces" i słuchałam, jak komentuje zachowanie Brooke, która miała wielu mężów i dużo ciekawych przygód, np. przeżyła upadek z wieży Eiffla. Nazywała ją "pomiotłem" i to mnie niesamowicie satysfakcjonowało. Może dlatego, że zawsze była ułożona i rzadko pozwalała sobie na tak bezpośrednie wyrażanie emocji. Jeszcze ją podjudzałam, że jak to - kolejny mąż z tej samej rodziny? Jak to tak może być?!
 
Nie mogła też znieść, kiedy podczas wspólnego oglądania filmu była jakaś scena erotyczna i przełączała kanały. Kiedyś bezczelnie policzyłam miesiące i zorientowałam się, że zaszła w ciążę z matką jeszcze przed ślubem z dziadkiem. Oczywiście zaczęła kręcić, ale obie wiedziałyśmy, że robi to dla zasady.
 
Przeskakuję pamięcią do ostatniego lata, kiedy była w stanie chodzić, tylko trzeba było jej pilnować, żeby nie upadła. Poszłam za nią do ogrodu, czy raczej - jak się tam mówiło - na ogród i usiadłam obok niej pod winoroślą. Słońce wisiało już nisko. Przez chwilę nic nie mówiłyśmy. Wiedziałam, że jej czas się kończy. Bardzo chciałam zapamiętać ten moment, żeby móc do niego wracać. Jak w soczewce skupiona była cała beztroska dzieciństwa, która była tylko tam, tylko w trakcie przerw od szkoły. Tylko albo aż. Zamieniłyśmy parę słów i wróciła do domu się położyć.