Budzisz się, a za oknem świeci ostre słońce. Czujesz ulgę, że skończyła się zima. Dobrze zaczynasz dzień, zapach kawy jest bardzo przyjemny. Ale poranne słońce często oznacza delikatne ukłucia nad okiem. Jest takie miejsce nad prawym okiem, po lewej stronie, bliżej kącika, pomiędzy powieką a brwią. Dopóki kłuje lekko, starasz się to ignorować. Dzień toczy się dalej, ból staje się mocniejszy, ale wciąż przerywany. Jakby ktoś wbijał szpilkę i wyciągał - wtedy jeszcze da się funkcjonować. Prawe oko wprawdzie jest już większe i powoli zaczynają cię drażnić światła i zapachy, ale jeszcze dajesz radę. Po południu przychodzi moment, w którym szpilka zmienia się w gwoździa. Nie ma już przerw w bólu, który jest ostry, przeszywa oko i czaszkę, promieniuje na czoło i nos. Chce ci się rzygać. Nie możesz patrzeć przed siebie, tylko w dół. Masz ochotę wydłubać sobie oko, żeby tylko to się skończyło. Marzysz o przyłożeniu lodu do głowy w ciemnym pokoju. Ale jesteś przecież w pracy, musisz skupić się na innych osobach. Rozmawiasz z kimś, patrzysz mu w oczy, słuchasz o jego ważnych sprawach. Czekasz do przerwy między sesjami. Bierzesz tabletkę, która - masz nadzieję - pozwoli ci przetrwać. Skutkiem ubocznym jest senność, mdłości, ucisk w szyi i ramionach. To mocny lek, ale najważniejsze, że prawie zawsze pomaga. Po jakiejś godzinie lub dwóch gwóźdź opuszcza oko. I tak np. 15 razy w miesiącu. To właśnie migrena.
Myślenie boli.
Ale czasem warto pobyć masochistką.
7 kwietnia 2026
5 kwietnia 2026
1 kwietnia 2026
Rajska 1
Przez całe lata nie chodziłam do biblioteki. Być może dlatego, że kompulsywnie kupuję książki. Im bardziej J. podkreśla, że nie ma już na nie miejsca, tym większą mam ochotę to robić (jak dziecko, które czyta pod kołdrą w czasie, gdy powinno już spać i myśli, że robi rodzicom na przekór).
Ostatnio pisząc artykuły, potrzebuję zajrzeć do różnych książek, poszukać w nich inspiracji i dlatego bywam w dużej bibliotece na starym mieście. Przypomniało mi się, jaka atmosfera panuje w takich miejscach. Jest cicho, trochę jakby świat zamarł. Słychać echa głosów na klatce schodowej i delikatny pomruk tramwajów. Panie są bardzo poważne, tak poważne, jak potrafią być tylko bibliotekarki w średnim wieku. Pachnie starym papierem. Czasem mija się jakąś osobę o dociekliwym spojrzeniu albo pogrążoną w myślach.
A czytelnia to już wyższy stopień wtajemniczenia!
Nieprzyjemny jest tylko pierwszy moment, kiedy zdaję sobie sprawę, przez ile rąk przeszły te egzemplarze. Ale po chwili godzę się z tym. Tak jak z faktem, że coraz częściej jestem "psycholożką" zamiast "psychologiem". Niech będzie, poddaję się temu.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

