27 kwietnia 2026

Słodki jak sól

Przygotowując się do wyjazdu, czytam dobrze napisany reportaż Piotra Kępińskiego "Neapol słodki jak sól". Podzielę się fragmentem: 
 
"Antropolodzy od lat twierdzą, że niektórzy gangsterzy (jak ci, którzy chcieli wykraść posąg świętego Januarego) zapożyczają wiele z filmów, seriali i książek. Nasycają swój świat dialogami i anegdotami wziętymi z popularnych dzieł. Tak było trzydzieści i czterdzieści lat temu. Tak jest obecnie. Bywają wśród nich prawdziwi erudyci. Augusto La Torre, szef klanu Mondragone, jest znawcą dzieł Carla Gustava Junga i Sigmunda Freuda. Interesują go także filozofia postmodernistyczna, antropologia i teoria filmu. Podczas jednej z mów procesowych cytował z pamięci fragmenty dzieł Jacques'a Lacana. Inny wpływowy gangster, zmarły niedawno na zawał serca Tommaso Prestieri, był wielkim miłośnikiem sztuki. Pasquale Galasso kolekcjonował starodruki, Luigi Vollaro zaś w swojej willi na honorowym miejscu powiesił obraz ulubionego malarza - Botticellego. 
 
Wszystkich chyba przebił Raffaele Cutolo, zmarły w roku 2021 szef odłamu kamorry La Nuova Camorra Organizzata. Ten krwawy bandyta, mający na sumieniu wiele morderstw i porwań, po godzinach pisywał wiersze. Próbował nawet wydać je w roku 1980, w legalnie działającej oficynie, ale sędziowie zablokowali druk książki. (Na dwa lata przed śmiercią udało mu się opublikować zbiór Poesie dal carcere - Poezje z więzienia). Zwolennicy Cutola uważali go za postać barwną i charyzmatyczną. Mówili, że posiadał moce nadprzyrodzone i wskrzeszał zmarłych. Według wrogów był tylko szkodliwym psychopatą, histerykiem i megalomanem, który marnował pokolenia młodych neapolitańczyków."
 
Mit mafiozy-romantyka? Połączenie kryminału, nowobogactwa i demonstracyjnej religijności. Omnipotencja do kwadratu. Do tego piękne zabytki, widoki i góry śmieci. Neapol - będzie ciekawie.

7 kwietnia 2026

Gwóźdź

Budzisz się, a za oknem świeci ostre słońce. Czujesz ulgę, że skończyła się zima. Dobrze zaczynasz dzień, zapach kawy jest bardzo przyjemny. Ale poranne słońce często oznacza delikatne ukłucia nad okiem. Jest takie miejsce nad prawym okiem, po lewej stronie, bliżej kącika, pomiędzy powieką a brwią. Dopóki kłuje lekko, starasz się to ignorować. Dzień toczy się dalej, ból staje się mocniejszy, ale wciąż przerywany. Jakby ktoś wbijał szpilkę i wyciągał - wtedy jeszcze da się funkcjonować. Prawe oko wprawdzie jest już większe i powoli zaczynają cię drażnić światła i zapachy, ale jeszcze dajesz radę. Po południu przychodzi moment, w którym szpilka zmienia się w gwoździa. Nie ma już przerw w bólu, który jest ostry, przeszywa oko i czaszkę, promieniuje na czoło i nos. Chce ci się rzygać. Nie możesz patrzeć przed siebie, tylko w dół. Masz ochotę wydłubać sobie oko, żeby tylko to się skończyło. Marzysz o przyłożeniu lodu do głowy w ciemnym pokoju. Ale jesteś przecież w pracy, musisz skupić się na innych osobach. Rozmawiasz z kimś, patrzysz mu w oczy, słuchasz o jego ważnych sprawach. Czekasz do przerwy między sesjami. Bierzesz tabletkę, która - masz nadzieję - pozwoli ci przetrwać. Skutkiem ubocznym jest senność, mdłości, ucisk w szyi i ramionach. To mocny lek, ale najważniejsze, że prawie zawsze pomaga. Po jakiejś godzinie lub dwóch gwóźdź opuszcza oko. I tak np. 15 razy w miesiącu. To właśnie migrena.