Czasem superwizja wymaga ode mnie pomyślenia o kimś w zupełnie inny sposób. Niby nic nadzwyczajnego, ale tylko pozornie. Te przewroty umysłowe przypominają mi próbę odkodowania nieznanego pisma albo zrozumienia nieodkrytej kultury. Czy miejsca we wszechświecie, gdzie załamują się znane nam prawa fizyki. To tak, jakbym miała uwierzyć, że słońce jednak obraca się wokół ziemi. Najpierw pojawia się bunt i złość, a potem rozlewa się we mnie jakiś rodzaj ciepła i ulgi.
To, jak inaczej ktoś myśli, fascynuje mnie od bardzo dawna. I to, co może wyjść ze wspólnych rozważań.
Najbardziej przejmujące fragmenty mojej pracy są wtedy, kiedy myślę: "byłam w podobnym miejscu, wiem, jak to jest".
Lubię wierzyć, że druga osoba będzie chciała się ratować. I pomagać jej dojrzeć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz