Naszą sąsiadką była pani z Muszyny, która wołała na nas swojsko „cipki, cipki”, miała równie szalonego męża i nieśmiałego syna, lat prawie trzynaście. Gotowała nam kluski i sos, które zostawiałyśmy we wspólnej kuchni, swojej rodzinie żur z dużą ilością kiełbasy, opalała się albo kąpała. Góry jednym słowem nie przeszkadzały jej w odpoczywaniu.
W Sromowcach wsiadłyśmy do łodzi numer sto. Skierowała nas tam chyba jakaś siła wyższa, bo chwilę za nami wsiadło wesołe towarzystwo, średnia wieku 50, z akordeonem i jak się później okazało dużą ilością gorzkiej żołądkowej. Jakiś pan odwrócił się do mnie i mówi: proszę bardzo, a ja: nie, nie, a on: no weź, sama cola. Za chwilę każda z nas miała w ręku kubeczek, potem poczęstowali nas jeszcze kanapkami z kotletem („bierz, bierz, dzisiaj tłuczone”), wręczyli śpiewniki i zaczęli koncert. Góralu, czy ci nie żal słychać było chyba na Trzech Koronach. Ludzie w innych łodziach patrzyli się na nas trochę dziwnie, ci z lądu odmachiwali paniom tańczącym w rytm muzyki. A ja zdałam sobie sprawę z tego, że każdą piosenkę można przerobić na zbereźną. W ogóle ludzie gór to wielcy zbereźnicy, ci państwo również byli z południa.
Kiedy wysiadłam w Szczawnicy, dowiedziałam się, że przyjęli mnie na etnologię. Jak się później okazało, będę mieć zajęcia w starym humaniku, tam gdzie filozofia. Nie powiem, żeby mnie to pozostawiło obojętną. Mijać wariatów codziennie na korytarzu - sama radość. Papiery odebrał ode mnie bardzo miły pan z kulturoznawstwa. Ale powróćmy do wycieczki.
Wejście na szczyt kosztowało mnie sporo wysiłku, nie te lata już, albo nie te płuca, albo zaburzenia somatyzacyjne, wszystko jedno. Jeśli można przeżyć estetyczny orgazm, to miewam go na szczytach gór. To jedyna chwila, kiedy wiem, że bóg istnieje. Po kilku minutach pewność odchodzi.
W drodze powrotnej zagrałyśmy w kuku na pytania. To był bardzo dobry pomysł, bo wyszła z gry niesamowita, pełna otwartości, wstydu i ciekawości rozmowa. Wycieczka się udała, o tak.
19 lipca 2011
16 lipca 2011
Legenda o księżniczce Brunhildzie z zamku w Niedzicy
Dawno, dawno temu w pięknym zamku mieszkała księżniczka Brunhilda.

Była samotną dziewicą-nimfomanką z trudną przeszłością. W tej komnacie poddawała się praktykom BDSM.

Czasem oglądała TV, ale na dłuższą metę to co to za życie.

Więc pewnego razu nie wytrzymała napięcia i popełniła akt najwyższego masochizmu. Rzuciła się z okna wieży.

Podczas zwiedzania tego zamku, wszystkie dzieci płakały. Czyżby coś czuły?
Była samotną dziewicą-nimfomanką z trudną przeszłością. W tej komnacie poddawała się praktykom BDSM.
Czasem oglądała TV, ale na dłuższą metę to co to za życie.
Więc pewnego razu nie wytrzymała napięcia i popełniła akt najwyższego masochizmu. Rzuciła się z okna wieży.
Podczas zwiedzania tego zamku, wszystkie dzieci płakały. Czyżby coś czuły?
8 lipca 2011
Gott ist tot
Bóg rzekł: „Niechaj powstaną ciała niebieskie, świecące na sklepieniu nieba, aby oddzielały dzień od nocy, aby wyznaczały pory roku, dni i lata; aby były ciałami jaśniejącymi na sklepieniu nieba i aby świeciły nad ziemią. I stało się tak. Bóg uczynił dwa duże ciała jaśniejące: większe, aby rządziło dniem, i mniejsze, aby rządziło nocą, oraz gwiazdy.
Bardzo poetyckie, tylko szkoda, że tak krótko. Rozumiem metafory, ale i tak nie chce mi się wierzyć, że istota wyższa dyktowała człowiekowi tekst o tym, że słońce i gwiazda to co innego, bo myślała, że nie zrozumiemy innej wersji.
Gdzie jest cała reszta ciał niebieskich?
Wtedy o nich nie wiedzieliśmy.
Bardzo poetyckie, tylko szkoda, że tak krótko. Rozumiem metafory, ale i tak nie chce mi się wierzyć, że istota wyższa dyktowała człowiekowi tekst o tym, że słońce i gwiazda to co innego, bo myślała, że nie zrozumiemy innej wersji.
Gdzie jest cała reszta ciał niebieskich?
Wtedy o nich nie wiedzieliśmy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)