Paryż byłby narcystycznym zaburzeniem osobowości, ten język, blichtr, nonszalancja. Warszawa pewnie miałaby ADHD, wie, że pęd i wielogłos są męczące. Berlin cierpiałby z powodu wyparcia i miewał flashbacki. Sarajewo, ach Sarajewo, do którego ciągle planuję dotrzeć, miałoby diagnozę złożonego zespołu stresu pourazowego. Sewilla, wstyd to przyznać, trochę śmierdzi kanałami, ale jednocześnie pachnie kwiatami pomarańczy – czyżby rozdwojenie jaźni?
Gdyby miasta były ludźmi – Lublana byłaby dziewczyną z trochę bogatszego domu, ale jeszcze nie zarozumiałą. Nie przepadałaby za kuzynkami, które są mniej europejskie, a bardziej bałkańskie. Cóż, nie ten klimat, nie te zainteresowania. Wiedeń to pilny student akademii muzycznej, garniak, sodówka uderzyła mu do głowy. Ateny zaś to hiphopowiec z zamiłowaniem do graffiti, trochę łobuz, ale w sumie ma dobre serce.
Jak łatwo posługiwać się stereotypem.
A Ty jaka będziesz, Walencjo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz