29 lipca 2026

Midsommar

Od lat unikałam horrorów, bo ich oglądanie zwykle kończyło się strachem przed pójściem w nocy do łazienki i spojrzeniem w lustro - może czai się tam zło? Jednocześnie ciekawią mnie wariacje na temat różnych gatunków (podobnie miałam z filmem "Strefa interesów" - też był inny i długo się zbierałam, żeby go obejrzeć, bo przeczuwałam ciężar). Reżysera "Midsommar", Ariego Astera kojarzyłam z jednego filmu - "Bo się boi", ale już to wystarczyło, żeby spodziewać się czegoś ryjącego banię. Horror, którego akcja toczy się w dzień, a ludzie ubrani są w białe stroje i wianki, niech będzie. Efektem był niepokój, obrzydzenie i zainteresowanie zwyczajami, które zostały tam ukazane. 
 
Przypomniałam sobie, że Y. słuchała kiedyś folk metalu i pomyślałam, że motywy ludowe są niesamowicie nośne. Może nawet byłaby z tego ciekawa praca naukowa z etnologii - motywy ludowe i ich przekształcenia we współczesnym kinie. Jeśli chodzi o folklor obserwuję dwie tendencje - albo sielankowość na kubeczkach i chustkach albo mrok - odwołania do demonów, bolesnych obrzędów przejścia. Pewnie literatura też ma na ten temat wiele do powiedzenia, ale nie znam się na tym, bo nigdy nie czytałam fantastyki. 
 
Za to wyszła książka, jak naprawdę wyglądały baśnie, zanim zostały ugrzecznione i mam ochotę ją kupić. 
 
Może im bardziej pozwalam sobie na istnienie cienia, tym więcej wpuszczam słońca?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz