21 września, urodziłam się 26 raz. Po tym, jak zakonnica wyrzuciła mnie z pracy - tylko dlatego, że przysłali im siostrę z ich zgromadzenia, która skończyła psychologię - zaczynam wszystko od nowa. Nauczyłam się już, że nepotyzm ma większe znaczenie niż dobro pacjentów. Ta nowa nie ma pojęcia o pracy w hospicjum, sama mi o tym powiedziała. Spytała jak rozmawiać z umierającymi. I mówiła, że została tu skierowana przez Boga.
Mam 26 lat. Znowu szukam pracy. Za sobą 3 lata związku i 2 w Krakowie. Usunęłam (w dość spektakularny sposób) 3 ósemki i niestety właśnie zaczyna wyrastać mi czwarta. Tego typu mądrości mi już wystarczy, zdecydowanie.
W tym dniu życzę sobie, żeby nie zniszczył mnie cynizm i żeby mimo wszystko dalej chcieć być psychologiem. Odważnym, ale pokornym.
I miłości. By nikt nie mówił, że jest w niej coś złego. Amen.
21 września 2015
13 lipca 2015
Irenka
- Ale cycory. Pewnie niejeden do nich wzdycha. - Irenka (lat 92) uśmiechnęła się rozbrajająco. Jeszcze nigdy przy mnie nie zachowywała się w ten sposób.
- Pani Irenko!
- No co? Taka to już natura. - Jej mętne, niebieskie oczy błyszczały.
W hospicjum zdarzają się zabawne momenty. Właśnie minął miesiąc, od kiedy zaczęłam tam pracę. Znowu życie naprostowało moje wizje. Wyobrażałam sobie filozoficzne dysputy o sensie istnienia, a tu przedstawiam się jednej osobie 10 razy – i tak mnie nie pamięta. Z niektórymi ciężko się porozumieć, bo mają wyciętą krtań. Albo największą przyjemność sprawia im, kiedy podam wody, zrobię kawę albo wyrzucę śmieci ze stolika. Śmierć jest taka … podskórna. Oczywiście na rozmowę o niej powinnam być przygotowana każdego dnia. Widać ją w podtekstach, ale wyparcie pacjentów jest ogromne. Z niektórymi bardzo się zżyłam. Będzie to dla mnie temat do pracy nad sobą. Pewnie nieprzerwanie, przez cały czas.
6 marca 2015
Nowa era
Wymarły dinozaury. Nad ziemią unosi się jeszcze chmura pyłu. Ciemno,
nie wiadomo co dalej.
Tak się właśnie czuję po pierwszym tygodniu pracy. Chwilami pozwalam
sobie na to, żeby poczuć się szczęśliwa. Że to już, nareszcie, po tylu
miesiącach starań.
Melanie Klein uważała, że terapeuta ma zawsze do czynienia z dzieckiem
– albo jest to świat wczesnych przeżyć pacjenta dziecięcego, albo wewnętrzne
dziecko znajdujące się w każdym dorosłym. Można to rozumieć także na odwrót. Że
w każdym dziecku jest dorosły – przyszły dorosły, którym ono się stanie, ale
też członkowie rodziny i ich wyobrażenia o dziecku, autorytety, do których ono się upodabnia, a nawet zmarli przodkowie,
którzy nadal są obecni w życiu rodziny, we wspomnieniach…
Pamiętam, że w dzieciństwie nienawidziłam kiedy traktowano mnie
niepoważnie. „Dzieci i ryby głosu nie mają”. Moja ryba odzyskała głos dopiero
na terapii, którą zaczęłam mając 21 lat. Takie myśli towarzyszą mi, kiedy uczę
się jak pracować z dziećmi. Jak pomóc im wcześniej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)