18 maja 2014

Ja i teatr

W teatrze nie lubiłam przesady. Dlatego też unikałam odwiedzania go przez długi czas.
  
Jednak lubię burzyć swoje przekonania, o których mogę podejrzewać, że są niesłuszne. Tak było z Berlinem, który okazał się całkiem sympatycznym miastem. Dziwnym, ale sympatycznym. A ostatnio właśnie z teatrem.

Szukałam więc spektaklu, w którym nie byłoby sztuczności. Najlepiej kameralnego, gdzie na pierwszym planie byłyby relacje między bliskimi sobie ludźmi. No i znalazłam: „W mrocznym mrocznym domu”. Było o tym, że stare traumy potrafią odżyć w jednej sekundzie; o miłości i poświęceniu dla brata, nawet jeśli on tych uczuć nie odwzajemnia i o tym, że pewnych rzeczy nigdy nie da się wybaczyć. Scenografia prawie nie istniała, a obłożenie wszystkiego - łącznie z siedzeniami widzów - trawą sprawiało wrażenie, że przed emocjami braci nie ma ucieczki, że jesteśmy obok. Albo nawet w środku. W środku ciemnego lasu, który symbolizuje ich poplątaną, bolesną więź pełną niedopowiedzeń i dotkliwych wspomnień sprzed lat. 

Pomimo tylu emocji nie odczułam przesady. Nikt mnie nie oszukał, nie zaserwował maski, którą może w jednej chwili zdjąć i rzucić w kąt. Oni tylko rozmawiali. Bardzo mi się podobało.

10 maja 2014

Dęblin

Piszę z miejsca, które nie istnieje. Zostało zasypane popiołem, zalane oceanem. Nawet Tatry były kiedyś pod wodą. Dowiedziałam się tego w marcu w Muzeum Tatrzańskim, choć mogłam podejrzewać wcześniej.

Idąc ze stacji PKP do domu, ożywiłam trupa.

Widziałam, jak idzie do szkoły. Mija domy, szare bloki, rozmawia z pewną rudą dziewczyną. Poważne. Jak na pogrzeb. A to przecież dzieciaki. Mają w głowach przede wszystkim marzenia o przyszłości, o studiach, o wyjeździe. 

Tak się bałam, że nic nie wyjdzie z psychologii. 

Dzisiaj studia w Lublinie przesuwają się coraz dalej na osi czasu. Tylko jeszcze Zębuś użera się dla mnie z panią z dziekanatu, bo od września nie ma, biedna, czasu podpisać mojego suplementu.

A tutaj? Tutaj wszystko jest wspomnieniem. Jeśli pojawiają się jakieś drobne zmiany, to myślę: dla tamtej dziewczyny wyglądało to inaczej. Dla niej Dęblin był całym światem, znała go tak dobrze. Teraz odchodzi. Ze szmacianą torbą na ramieniu. Odchodzi daleko.

13 marca 2014

Program MOST – most do piekła

O moim pobycie na MOŚCIE można by napisać dwutomową knigę (a to dopiero połowa!), więc ograniczę się tylko do ułamka - sytuacji związanej z porozumieniem o programie zajęć na semestr letni.

Pewnego dnia zadzwoniła do mnie Pani z Dziekanatu, mówiąc że zanim podpisze je dziekan UMCS, musi zatwierdzić je także opiekunka mojego roku. Trochę mnie to zdziwiło (w poprzednim semestrze nie było takiego wymogu), więc zapytałam dlaczego. Pani odpowiedziała, że nie wie. Niewiedzę Pani przyjęłam z pokorą, zadzwoniłam do siostry i poprosiłam ją, żeby wybrała się do opiekunki. Opiekunka zrobiła wielkie oczy (tutaj pragnę podkreślić, że nie jest ona etnologiem, lecz filologiem, więc co niby ma do ustalania mojego planu zajęć?) i rzekła, że nie wie, o co chodzi. 

Moja siostra jest zdeterminowana. Poszła do dyrektora instytutu, swoją drogą człowieka bezproblemowego. Podpisał.

Justyna udała się ponownie do dziekanatu, gdzie została przez Panie …. delikatnie mówiąc skrzyczana, nie no, po prostu opierdolona, bo jak to tak może być, że ja sobie sama ułożyłam plan, ktoś przecież musi go koordynować (czyt. układać za mnie)!

„Program semestralnych studiów może być realizowany przez wybranie dowolnego semestru studiów z obowiązującego programu nauczania w uniwersytecie wybranym przez Studentkę/Studenta.
Program semestralnych studiów może być realizowany w oparciu o indywidualny program, składający się z różnych przedmiotów, wybranych z różnych semestrów studiów danego kierunku lub pokrewnych kierunków, realizowanych w tym czasie w wybranym uniwersytecie.”

Miło, że Panie z Dziekanatu wiedzą, co to MOST…

Pozostaje mi wziąć głęboki wdech i wydech. Wdech i wydech. I jakimś sposobem skończyć te studia. A plan na UJ mam bardzo ciekawy :-)