20 stycznia 2026

Kolczyki z wiśni

w lipcową, upalną niedzielę ulice Krakowa są puste
przynajmniej na Prądniku Czerwonym
kłębiące się w oddali chmury przepowiadają burzę
 
wspominam lato u babci
 
kolano zdarte po upadku na betonie i zrobiony przez nią opatrunek
okręciła mi bandażem całą nogę, chociaż nie było takiej konieczności
pamiętam kolczyki z wiśni
i bluzkę zawijaną pod biustem, udając że coś tam jest
pamiętam zapach kopru, czekoladki Delfina
wypieki z piachu i błota, świat na niby
psy, które uciekały z podwórka przedostając się pod bramą
ich cenną wolność i nieodzowność powrotu z podkulonym ogonem
zabawy w dom i życie, zabawy w problemy i oswajanie śmierci
myjąc kamienie wkopane w ziemię i udając, że to groby bliskich
 
wspominam to, co dobre, czując wdzięczność i ból
odkrywam potrzebę zabawy i beztroski
czystej radości
którą można zbierać jak okruchy po ulubionym cieście